Mówili jej:
„Zaczekaj,
jutro będzie lepiej,
jutro przyjdzie czas,
jutro się ogarniesz,
jutro w końcu zaczniesz żyć.”
Ale jutro…
jutro to kłamca w garniturze.
Z uśmiechem na ustach i pustymi rękoma.
Jutro nie ma żadnych planów dla ciebie.
Nie ma kalendarza z twoim imieniem.
Nie nosi zegarka.
Nie pamięta twoich marzeń.
Ona też to robiła.
Odkładała.
Na potem.
Na lepszy moment.
Na bardziej sprzyjającą pogodę.
Na dzień, w którym serce nie będzie się bało,
a ręce nie będą drżały.
Ale potem
stało się schowkiem na życie,
garderobą marzeń, które nigdy nie wyszły z domu.
Potem to muzeum nieodebranych szans,
galeria zamkniętych drzwi.
Bo odkładanie to nie niewinność,
to kradzież.
Kradnie ci godziny,
które mogły być śmiechem.
Minuty, które mogły być dotykiem.
Sekundy, które mogły być oddechem
pełnym teraz.
Fortuna to nie przyjaciółka —
to hazardzistka.
A ty oddajesz jej klucze do siebie,
stawiasz wszystko na to, że jutro będzie istniało.
A ona się śmieje.
Bo wie,
że może nie.
Więc pytam cię —
Na co czekasz?
Do jakiego celu dążysz,
jeśli zgubiłeś dziś w drodze do jutra?
Twoje serce bije teraz.
Nie później.
Nie kiedy wszystko będzie idealne.
Nie kiedy skończysz ten kurs,
napiszesz tę pracę,
przestaniesz się bać.
Bije teraz,
a to jedyny rytm,
który masz.
Nie czekaj, aż świat zrobi pierwszy krok.
Ty go wykonaj.
Z potknięciem.
Z drżeniem w głosie.
Z dziurą w kieszeni.
Z niepewnością jak kompasem.
Bo każda chwila, którą odkładasz,
nie czeka na ciebie.
Ona odchodzi.
Bez pożegnania.
Więc żyj.
Nie na próbę.
Nie w wersji roboczej.
Nie jako plan awaryjny.
Tylko naprawdę.
Nie kiedyś.
Nie potem.
Teraz.
